Na stronie używamy cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich wykorzystywanie. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
ZAMKNIJ X

Obrazki więzienne - treść lektury

I. PODŁUG KSIĘGI

 

Był dzień jesienny, cały złoty i modry od gasnącego słońca i cichej pogody. Około trzeciej po południu przed gmachem więziennym zatrzymał się wóz z kapustą.

- Bra-ma! Bra-ma!... - krzyknął przeciągle parobek siedzący na nim w czerwonym lejbiku i samodziałowym spencerze.

Nikt się jednak z otwieraniem bramy nie kwapił.

- Bra-ma!... - krzyknął znów parobek i zaklął, bo mu się konie kręcić zaczynały.

Chwilę trwała cisza. Nikt bramy nie otwierał.

- Nada głośnieje ! - przemówił flegmatycznie sołdat stojący przed budką na warcie.

- Bra-ma!... - wrzasnął parobek z całej swojej siły. - A prr!... A gdzie!... - dodał ściągając batem lejcową, która mu się zaplątała w półszorkach - Ażeby cię'...

Zeskoczył po orczyku na ziemię. Okręcił lejce na kłonicy i pięścią jak taranem zaczął walić w bramę.

Rozległo się wielkie echo po sklepionym wnętrzu, przez długą wszakże chwilę nikt nie przybywał. Zaczłapały wreszcie jakieś ciężkie kroki, a razem ze zgrzytem klucza obracanego w zamku dał się słyszeć głos cierpki i gniewliwy:

- Czego walisz ? Czego walisz? Czego próżno pazury obijasz? Jak mam

otworzyć, to i bez twego walenia otworzę!

- A niechże was, z takim otwieraniem! A prr!... A prr!... - wołał parobek biegnąc znów do koni, które w bok z wozem skręciły.

Chwycił lejce i wywijając batem nad końmi wjechał w bramę, której wierzeje z łoskotem uderzyły o ściany, a z bramy w podwórze do połowy wożą. Nie mógł dalej, bo zawaliły mu w poprzek drogę skrzynie od kartofli. Zaopatrywano się na zimę i to spowodowało pewne zamieszanie w cichym zazwyczaj dziedzińcu więziennym.

Zamieszanie to żywo zajmowało aresztantów wypuszczonych właśnie do ogródka na popołudniową przechadzkę. Właściwie mówiąc nie była to przechadzka, ale raczej kręcenie się w kółko i popychanie wzajemne, gdyż miejsca bardzo mało, a